sobota, 27 kwietnia 2013

wilku w cyrku

dzisiejszego dnia prezentuję państwu wilka, który bardziej przypomina mi psa, a mianowicie husky :) jest on wielce niedoścignionym, marnym tworem w porównaniu do prac SZARAKOWO, do których moje serce wzdycha z żalem, podziwem i tęsknotą za posiadaniem takiego talentu... no proszę sobie porównać mojego cyrkowego wilka z tymi http://szarakowofashion.blogspot.com/2013/04/wilki.html - nie ma nawet o czym mówić :) marzę o osiągnięciu kiedyś takiego levelu zajebistości, trzymajcie kciuka!






piątek, 19 kwietnia 2013

a pewnien pan indianin wciąż czeka, aż go odpowiednio dopieszczę i dokończę :)

o
zapomniana, dawno urodzinowa koszulka dla przyjaciela. w międzyczasie rudy ch...j (czytaj: mój słodki kot) zdążył ją pogryźć i podrzeć. załatać, naszyć serce, zwalić winę na kota i dać w ręce indianisty? :> strasznie mi się podoba ten wyszperany gdzieś w odmętach internetu wzór, a że trudno mnie zadowolić w tej kwestii, to i oszukałam się go jak głupia :) mam niezmierną ochotę, aby sobie zrobić taką samą, jedyne co mnie powstrzymuje, to straszna niechęć to odtwarzania tych samych wzorów... ja ciągle coś nowego chcę, pragnę , potrzebuję!

sobota, 13 kwietnia 2013

metamorfozy kuchenno-pokojowe :)

zawsze znajdzie się ktoś, komu trzeba coś namalować... a moja mama to już w ogóle przesadza, ostatnio nazwała mnie swoją Ukrainką... :] także przy okazji malowania kuchni zażyczyła sobie to:





natomiast z szafą to w ogóle był cyrk, bo mama zamówiła sobie "lustra" do swojej przesuwanej szafy, a jej "lustra" okazały się białymi szklanymi plackami, które nijak pasowały do wystroju wnętrza. katowała mnie więc tak długo, że aż w końcu uległam jej prośbom, groźbom, małym szantażom i obietnicom zarobku ;)

no więc na początku było tak (pierwszy napaćkany przeze mnie wzór):

 wszystko fajnie, pięknie, jednak po pewnym czasie wspólnie z panią matką uznałyśmy, że już nam się znudził, a brat cały czas twierdził, że ten gruby, czarny zawijas w środkowej, dolnej części lewego ekranu to rzygający delfin...

to wymieniłam vomitującego delfina :)

najpierw trzeba było to wszystko mozolnie zmyć (akrylówka wbrew pozorom dobrze się trzyma...)


następnie napaćkać nowy wzór:



później cierpliwie wypełniać wzór farbą (a szlag jasny i pioruny siarczyste mnie trafiały nie raz, gdyż do osób cierpliwych nie zwykłam należeć :)



...by na końcu otrzymać coś takiego:


 żałuję tylko, że mama nie trawi czerwonego, wyglądałoby to obłędnie, gdyby te maki były wypełnione kolorem :)



czwartek, 11 kwietnia 2013

jaskółeczko, panno lotów niewysokich

delikatne pin-up, retro, klimaty dryfujące lekko w stronę marynarskich. jestem niezwykle zadowolona z tej bluzeczki, szkoda tylko, że jaskółeczek nie umieściłam bardziej w stronę pach.



czy może na kieszeniach byłyby lepsze?

niedziela, 7 kwietnia 2013

piątek, 5 kwietnia 2013

nowe

dawno mię tu nie było. świnia jestem i koń morski, zarzuciłam "na chwilę" bloga, a teraz robię powrót. oj tam.

coś do pokazania mam.