sobota, 13 kwietnia 2013

metamorfozy kuchenno-pokojowe :)

zawsze znajdzie się ktoś, komu trzeba coś namalować... a moja mama to już w ogóle przesadza, ostatnio nazwała mnie swoją Ukrainką... :] także przy okazji malowania kuchni zażyczyła sobie to:





natomiast z szafą to w ogóle był cyrk, bo mama zamówiła sobie "lustra" do swojej przesuwanej szafy, a jej "lustra" okazały się białymi szklanymi plackami, które nijak pasowały do wystroju wnętrza. katowała mnie więc tak długo, że aż w końcu uległam jej prośbom, groźbom, małym szantażom i obietnicom zarobku ;)

no więc na początku było tak (pierwszy napaćkany przeze mnie wzór):

 wszystko fajnie, pięknie, jednak po pewnym czasie wspólnie z panią matką uznałyśmy, że już nam się znudził, a brat cały czas twierdził, że ten gruby, czarny zawijas w środkowej, dolnej części lewego ekranu to rzygający delfin...

to wymieniłam vomitującego delfina :)

najpierw trzeba było to wszystko mozolnie zmyć (akrylówka wbrew pozorom dobrze się trzyma...)


następnie napaćkać nowy wzór:



później cierpliwie wypełniać wzór farbą (a szlag jasny i pioruny siarczyste mnie trafiały nie raz, gdyż do osób cierpliwych nie zwykłam należeć :)



...by na końcu otrzymać coś takiego:


 żałuję tylko, że mama nie trawi czerwonego, wyglądałoby to obłędnie, gdyby te maki były wypełnione kolorem :)



2 komentarze:

  1. świetna robota, szafa wygląda teraz wspaniale!!1 ja również maluję , ale na meblach jeszcze nie próbowałam:) Zapraszam do siebie pasjart.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie za słowa uznania, a Twoją stronę na pewno odwiedzę. Pozdrawiam :)

      Usuń